|
|
|
Przyczynek do historii Wielkiej Emigracji po 1831. |
|
Wielka Emigracja po upadku powstania listopadowego budziła różne uczucia w narodach Europy. Od podziwu i uwielbienia po pojawiający się z czasem niesmak i wzgardę. Charakterystyczna ocenił polskich emigrantów ówczesny niemiecki poeta Heinrich Heine w wierszu opublikowanym 20 lat po upadku listopadowej rewolucji, kiedy fala entuzjazmu dostatecznie już opadła, a obraz wiwatujących na cześć Polaków mieszkańców niemieckich miast pozostał tylko na rycinach. |
|
Zwei Ritter.
|
Dwaj rycerze.
|
|
Każda emigracja z czasem ulega degeneracji. Wszystko, co raziło wielkiego poetę niemieckiego dostrzegali również inni obcy i swoi. Niestety tak się składa, że rzeczy gorszące widać zwykle bardziej wyraziście. Pisanie o nich nierzadko jest zaliczane do co najmniej złego tonu. Jednak w powodzi patriotycznych obrazków i symboli z minionej epoki poniższe obrazy były ich przeciwnym odbiciem, które należy dzisiaj odpowiednio zestawiać. Nie unikając analogii do czasów współczesnych. „Postępowanie emigrantów w Paryżu, Londynie, Lipsku czy Dreźnie nie było bez zarzutu. Co dobrego zrobił ofiarny, podziw budzący lekarz polski, inżynier, kolejarz, wychowawca czy nauczyciel, to psuł jednym skandalem polski awanturnik, pijak i szuler. Stosunki w obozach, zakładach emigrantów na prowincji francuskiej gorszyły ludność. Oficerowie sztabowi, jeneralicja świecili złym przykładem. Nie po raz ostatni. Demoralizowali żołnierzy i podoficerów, zyskując fatalną reputację u ogółu francuskiego. W gwarze ludu paryskiego słowo Polonais oznaczało portiera w domu publicznym, który musiał być odpowiednio barczysty, by godzić spory pijanych nocnych gości, Polką nazywano, już raczej przesadnie, sprzedawczynię sprośnych obrazków dla starszych panów. Dramaturgowi Hebblowi włosy stawały na głowie – pisze o tym w swym dzienniku – gdy w czasie powrotu z Włoch pewien hrabia polski wraz z swym lekarzem zaczęli opowiadać, co w Polsce wyrabia car Mikołaj. Nie dość, że każe wbijać swym ofiarom drzazgi szklane za paznokcie, wkłada ich potem do trumien pełnych robactwa, zamyka je hermetycznie, zostawiając tylko otworek na oddech. „Dziś nie wierzę – kończy Hebbel – tym gadkom, które ci uprzejmi zresztą panowie prawili mi w r. 1845. Przekonałem się, że to przesada.” Tego rodzaju nieodpowiedzialni osobnicy usuwali w cień ludzi prawdziwie zasłużonych na polu społecznym, charytatywnym czy naukowym; plotka bulwarowa chętniej podawała ucha, ile tysięcy franków przegrał w zeszłym tygodniu w karty jenerał Dwernicki, lub jaką nową trójkę adonisów uszczęśliwia obecnie hrabina Delfina Potocka, zdradzająca szpetnie zakochanego w niej na śmierć twórcę Nieboskiej komedii Zygmunta Krasińskiego! (…) Wśród sześciu czy ośmiu tysięcy wygnańców na gruncie francuskim, szwajcarskim czy niemieckim nieliczne jednostki tylko spełniły obowiązek.“ |
| Stanisław Wasylewski, Życie polskie w XIX w., Kraków 1962, s. 179-180. |