• Przejście Polaków – emigrantów przez Lipsk w roku 1831.
  • Drzeworyt Webera wg rys. por. Karola Malankiewicza (ok. 1802-1877).
  • Przyczynek do historii Wielkiej Emigracji po 1831.

                    Wielka Emigracja po upadku powstania listopadowego budziła różne uczucia w narodach Europy. Od podziwu i uwielbienia po pojawiający się z czasem niesmak i wzgardę. Charakterystyczna ocenił polskich emigrantów ówczesny niemiecki poeta Heinrich Heine w wierszu opublikowanym 20 lat po upadku listopadowej rewolucji, kiedy fala entuzjazmu dostatecznie już opadła, a obraz wiwatujących na cześć Polaków mieszkańców niemieckich miast pozostał tylko na rycinach.

    Zwei Ritter.

  • Crapülinski und Waschlapski,
  • Polen aus der Polackei,
  • Fochten für die Freiheit, gegen
  • Moskowiter-Tyrannei.
  • Fochten tapfer und entkamen
  • Endlich glücklich nach Paris –
  • Leben bleiben, wie das Sterben
  • Für das Vaterland, ist süß.
  • Wie Achilles und Patroklus,
  • David und sein Jonathan,
  • Liebten sich die beiden Polen,
  • Küßten sich: “Kochan! Kochan!”
  • Keiner je verriet den andern,
  • Blieben Freunde, ehrlich, treu,
  • Ob sie gleich zwei edle Polen,
  • Polen aus der Polackei.
  • Wohnten in derselben Stube,
  • Schliefen in demselben Bette;
  • Eine Laus und eine Seele,
  • Kratzten sie sich um die Wette.
  • Speisten in derselben Kneipe,
  • Und da keiner wollte leiden,
  • Daß der andre für ihn zahle,
  • Zahlte keiner von den beiden.
  • Auch dieselbe Henriette
  • Wäscht für beide edle Polen;
  • Trällernd kommt sie jeden Monat, –
  • Um die Wäsche abzuholen.
  • Ja, sie haben wirklich Wäsche,
  • Jeder hat der Hemden zwei,
  • Ob sie gleich zwei edle Polen,
  • Polen aus der Polackei.
  • Sitzen heute am Kamine,
  • Wo die Flammen traulich flackern;
  • Draußen Nacht und Schneegestöber
  • Und das Rollen von Fiakern.
  • Eine grosse Bowle Punsch
  • (Es versteht sich, unverzückert,
  • Unversäuert, unverwässert)
  • Haben sie bereits geschlückert.
  • Und von Wehmut wird beschlichen
  • Ihr Gemüte; ihr Gesicht
  • Wird befeuchtet schon von Zähren,
  • Und der Crapülinski spricht:
  • “Hätt ich doch hier in Paris
  • Meinen Bärenpelz, den lieben
  • Schlafrock und die Katzfell-Nachtmütz,
  • Die im Vaterland geblieben!”
  • Ihm erwiderte Waschlapski:
  • “O, du bist ein treuer Schlachzitz,
  • Denkest immer an der Heimat
  • Bärenpelz und Katzfell-Nachtmütz.
  • Polen ist noch nicht verloren,
  • Unsre Weiber, sie gebären,
  • Unsre Jungfraun tun dasselbe,
  • Werden Helden uns bescheren,
  • Helden, wie der Held Sobieski,
  • Wie Schelmufski und Uminski,
  • Eskrokewitsch, Schubiakski,
  • Und der grosse Eselinski”.
  • Dwaj rycerze.

  • Krapiliński i Waszlapski,
  • Dwaj szlachcice z polskiej ziemi,
  • Bili się o wolność dzielnie
  • Z tyranami moskiewskiemi.
  • Mężnie bijąc się zdołali
  • Do Paryża zwiać szczęśliwie.
  • Dla ojczyzny paść jest słodko,
  • Lecz się słodziej dla niej żywie.
  • Jak Achilles z Partoklesem,
  • Jak Dawidek z Jonatankiem,
  • Tak cmokają, obejmują
  • Mociumdzieju się z mopankiem.
  • Między nimi żadnej zdrady,
  • Przyjaciółmi są wiernemi,
  • Chociaż obaj dwaj szlachcice,
  • Dwaj szlachcice z polskiej ziemi.
  • Żyją razem w jednej izbie,
  • Dzielą z sobą jedno łoże,
  • Jedną wesz i jedną duszę,
  • Drapią się o jednej porze.
  • Jedzą obaj w jednej knajpie,
  • Lecz że żaden z zacnej braci
  • Nie chce, by zań płacił drugi,
  • Ani jeden z nich nie płaci.
  • Jedna wspólna Henrieta
  • Im bieliznę brudną pierze,
  • Zjawia się, wesoło nucąc,
  • Raz na miesiąc w ich kwaterze.
  • Tak! Z nich każdy ma bieliznę,
  • Dwie koszule zowie swemi.
  • Chociaż obaj dwaj szlachcice,
  • Dwaj szlachcice z polskiej ziemi.
  • Siedzą dzisiaj przy kominku,
  • Łuna bije z dzew wesoła,
  • A na dworze noc z zadymką
  • I dorożek dudnią koła.
  • Niemaleńką wazę ponczu
  • (Oczywiście niesłodzoną,
  • Mocną, czystą i bez kwasu)
  • Już zdołali wlić w swe łono.
  • Wtedy w serce ich się wkrada
  • Wielki smutek i po twarzy
  • Łzy ściekają im gorące.
  • I nasz Krapiliński marzy:
  • “Ach, w Paryżu mieć tę szubę,
  • Gdzie z niedźwiedzia spód wspaniały,
  • Szlafrok mój, szlafmycę z kota,
  • Co w ojczyznie pozostały”.
  • Na to rzecze mu Waszlapski:
  • “W tobie szczera krew szlachcica.
  • Zawsze w sercu twym – ojczyzny
  • Szuba, szlafrok i szlafmyca.
  • Jeszcze Polska nie zginęła,
  • Rodzą nam z pomocą bożą,
  • Prócz małżonek i dziewice,
  • Bohaterów nam przysporzą.
  • Bohaterów, jak Sobieski,
  • Jak Umiński i Szelmowski,
  • Eskrokiewicz i Szubialski,
  • I ten wielki Osiołowski”.
  •                 Każda emigracja z czasem ulega degeneracji. Wszystko, co raziło wielkiego poetę niemieckiego dostrzegali również inni obcy i swoi. Niestety tak się składa, że rzeczy gorszące widać zwykle bardziej wyraziście. Pisanie o nich nierzadko jest zaliczane do co najmniej złego tonu. Jednak w powodzi patriotycznych obrazków i symboli z minionej epoki poniższe obrazy były ich przeciwnym odbiciem, które należy dzisiaj odpowiednio zestawiać. Nie unikając analogii do czasów współczesnych.

                    „Postępowanie emigrantów w Paryżu, Londynie, Lipsku czy Dreźnie nie było bez zarzutu. Co dobrego zrobił ofiarny, podziw budzący lekarz polski, inżynier, kolejarz, wychowawca czy nauczyciel, to psuł jednym skandalem polski awanturnik, pijak i szuler. Stosunki w obozach, zakładach emigrantów na prowincji francuskiej gorszyły ludność. Oficerowie sztabowi, jeneralicja świecili złym przykładem. Nie po raz ostatni. Demoralizowali żołnierzy i podoficerów, zyskując fatalną reputację u ogółu francuskiego. W gwarze ludu paryskiego słowo Polonais oznaczało portiera w domu publicznym, który musiał być odpowiednio barczysty, by godzić spory pijanych nocnych gości, Polką nazywano, już raczej przesadnie, sprzedawczynię sprośnych obrazków dla starszych panów. Dramaturgowi Hebblowi włosy stawały na głowie – pisze o tym w swym dzienniku – gdy w czasie powrotu z Włoch pewien hrabia polski wraz z swym lekarzem zaczęli opowiadać, co w Polsce wyrabia car Mikołaj. Nie dość, że każe wbijać swym ofiarom drzazgi szklane za paznokcie, wkłada ich potem do trumien pełnych robactwa, zamyka je hermetycznie, zostawiając tylko otworek na oddech. „Dziś nie wierzę – kończy Hebbel – tym gadkom, które ci uprzejmi zresztą panowie prawili mi w r. 1845. Przekonałem się, że to przesada.” Tego rodzaju nieodpowiedzialni osobnicy usuwali w cień ludzi prawdziwie zasłużonych na polu społecznym, charytatywnym czy naukowym; plotka bulwarowa chętniej podawała ucha, ile tysięcy franków przegrał w zeszłym tygodniu w karty jenerał Dwernicki, lub jaką nową trójkę adonisów uszczęśliwia obecnie hrabina Delfina Potocka, zdradzająca szpetnie zakochanego w niej na śmierć twórcę Nieboskiej komedii Zygmunta Krasińskiego! (…) Wśród sześciu czy ośmiu tysięcy wygnańców na gruncie francuskim, szwajcarskim czy niemieckim nieliczne jednostki tylko spełniły obowiązek.“

    Stanisław Wasylewski, Życie polskie w XIX w., Kraków 1962, s. 179-180.